Autor artykułu: Joanna Wiejak

Qadrat_MonikaSkarzynska2Ostatnio na rynku inwestycyjnym powstała moda na inwestycje alternatywne. Jednym z trendów tej mody, o którym się dużo mówi i pisze jest art inwesting, czyli inwestowanie w sztukę. Banki konstruują specjalne oferty, przeznaczone głównie dla zamożnych klientów, a my czytamy i zachwycamy się takimi pojęciami jak Art Banking, Private Banking, Art Inwestment. Może te nieco egzotycznie brzmiące określenia kuszą nas oprawą luksusu, prestiżu, blichtru, czy zamożności. Nawet jeśli nie myślimy sami o zaangażowaniu w ten rodzaj inwestycji, z pewnością warto zastanowić się, czy jest to dobra alternatywa w dobie obaw przed zastojem gospodarki, giełdy, rynku nieruchomości, niepewnością cen ropy, kursów walut, wyceną kontraktów na surowce.

Jakie jest ryzyko inwestowania w sztukę?

Interesując się nowymi trendami, trzeba jednak pamiętać, że ryzyko inwestowania w sztukę dla osiągnięcia zysku, oceniane jest jako bardzo wysokie. Jest to przede wszystkim oferta inwestycyjna skierowana do najbogatszych klientów, dla których stanowi ona nie podstawę, ale jedną z form dywersyfikacji portfela inwestycyjnego.

Oferta ta w dodatku jest nastawiona na pewien snobizm zamożnych klientów i wykorzystuje obecną modę na poszukiwanie inwestycji alternatywnych (choć oficjalnie mówi się o koneserach sztuki – bo to ładniej brzmi – ale tych prawdziwych koneserów, mecenasów sztuki, miłośników, zapaleńców, wśród inwestorów naprawdę jest niewielu).

Czy rosną zasoby bogactwa na świecie?

Przeczytałam ostatnio artykuł w serwisie finanse.wp.pl „Inwestycje w pasję”, w którym autor twierdzi, że rosnące zasoby indywidualnego bogactwa na świecie będą prowadzić do poszukiwania alternatywy dla klasycznych inwestycji, traktując inwestycje w sztukę jako bardzo intratną formą pomnażania majątku, w celu optymalnej struktury alokacji aktywów.

„Wprawdzie większość dzieł sztuki z czasem zyskuje na wartości, to jednak trzeba pamiętać, że większość zakupów jest dokonywana przez ludzi, którzy kupują sztukę nie po to, aby ją z zyskiem sprzedać, lecz aby się nią cieszyć. Nie bez znaczenia jest także moda, prestiż, uznanie w środowisku, czyli tworzenie swoistego snobizmu…” *

Z emocjami w pasję, czy z chłodną kalkulacją dla zysku?

W artykule spodobał mi się termin „investments of passion” – czyli inwestowanie dla pasji. Takie podejście do inwestowania w sztukę daje korzyści pozafinansowe: estetyczne, emocjonalne, prestiżowe. Nie zawsze jest wymierne w kategoriach finansowych, ale daje inne wartości „dywidendę emocjonalną” (też ciekawe określenie), przynależność do określonej grupy społecznej, klubu, poczucie wartości, wejścia do klasy VIP itp.

Z art inwesting kojarzy się przede wszystkim kolekcjonowanie obrazów starych mistrzów, ale bardzo wysokie stopy zwrotu może dać wytypowanie młodych, zdolnych talentów, zgromadzenie kolekcji, gdy ceny są śmiesznie niskie i czekanie aż nabiorą wartości, a może nawet włączenie się w mecenat, umiejętne promowanie i podbijanie wartości mistrza i jego dzieł. (No i pamiętajmy, że starzy mistrzowi też kiedyś byli młodzi i można było tanio nabyć ich dzieła, trzeba tylko było dobrze typować trendy).

Falsyfikaty i oryginały w cieniu białych kruków

Antyki, rzeźby, monety, biżuteria, zabytkowe meble i przedmioty codziennego użytku, stare książki, białe kruki, grafiki, szkice, obrazy wykonywane różnymi technikami, kartografia, starodruki, ryciny… pamiętajmy, na tym trzeba się znać, żeby wiedzieć co i za ile kupić, co ile jest warte i na czym możemy zarobić, szczególnie jeśli inwestujemy nie dla pasji, ale dla zysku.

Stroje z dawnych epok, kostiumy filmowe, maski, broń, miecze, szable, noże, pistolety, znaczki, medale, kolekcje rzeczy użytkowych, zabawek, maskotek, konie wyścigowe, członkostwo w elitarnych organizacjach lub własne luby sportowe, drużyny piłkarskie, pola golfowe, samochody wyścigowe, auta luksusowe, old mobile, jachty, samoloty, awionetki, kopaliny, kamienie, gadżety zebrane podczas egzotycznych podróży, czy ostatnio modne ( zwłaszcza jako temat do artykułów) kolekcje markowego wina… to wszystko, albo jeszcze więcej, może znaleźć się w kręgu zainteresować kolekcjonera, inwestora, pasjonata.

Zalew pasji, czy pogoń za pomnażaniem pieniędzy?

No ale przy tym ogromnym zalewie pasji i w pogoni za zyskiem nie można zapomnieć o ryzyku, nie tylko dla inwestorów, ale także dla banków, które mogą źle doradzić klientów i szybko stracić zaufanie na rynku (złe wieści szybko się rozchodzą, a rynek private banking, art banking, czy art investment to ograniczony krąg zazwyczaj zamożnych, wpływowych osób).

Do tego dochodzi subiektywność wyceny sztuki, trudność w określeniu trendów, brak szczegółowych rozwiązań prawnych, problemy z odróżnieniem falsyfikatów i oryginałów, trudność w sprzedaży, wymianie, czy uzupełnieniu kolekcji.

Czy aby nie popłyniesz na tym ad hoc?

„Banki, nawet te największe, podchodzą do tworzenia własnych funduszy Art Investment z dużą rezerwą… Po pierwsze, dzieła sztuki należą do aktywów o ograniczonej płynności. Po drugie, wycena sztuki często bywa subiektywna, dokonywana na zasadzie ad hoc (nie można jej oprzeć na wynikach finansowych, bilansie, przepływach gotówkowych itp.). Po trzecie, w porównaniu z rynkiem finansowym rynek sztuki jest mocno niedoregulowany.”*

I wszystko jasne – art banking jest „trendi”, ale to trudny rynek, ryzykowny pod kątem inwestycyjnym, długoterminowy, mało płynny i nie dla każdego. A już na pewno dobrze powinien się zastanowić ten, kto chciałby szybko i łatwo na nim zarobić, czy na pewno tędy droga.

Autor artykułu: Joanna Wiejak
Magazyn Internetowy SUKCES PARTNER
www.SukcesPartner.pl

*) cytaty pochodzą z artykułu „Inwestycje w pasję” z portalu finanse.wp.pl
źródło: Gazeta Bankowa, autor: Joanna Pietrzak.

Dodaj komentarz